 |
Forum o koniach rasy huculskiej

|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
kejti

Dołączył: 22 Mar 2007 Posty: 2397 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 12:19 Temat postu: Szczęśliwy hucuł / hucuły a inne rasy |
|
|
W temacie o sukcesach ( http://huculy.phorum.pl/viewtopic.php?t=527 ) pisałam o tym, że mój koń pokonał strach przed wychodzeniem w teren. Włożyłam w to sporo pracy, ale wydaję mi się, że pozytywny efekt odnieśliśmy także dlatego, że coś zmieniło się w koniu.
Wydaje mi się, że ma to związek z poziomem zadowolenia konia z życia, a to zadowolenie ma związek z przebywaniem z końmi swojej rasy. Czy miał ktoś podobne spostrzeżenia?
W pierwszej stajni Watażki nie było hucułów. Ale był konik polski - Mirt. Oba konie zapałały do siebie ogromną miłością. Rżały sobie na powitanie itp. Watażka wydawał się szczęśliwy. Był wtedy jeszcze zupełnie niewyszkolony, ale uczył się szybko.
Potem musiał zmienić stajnie i zaczęło dziać się źle. Rzadko wychodził na padok, padoki były małe. Zdarzało się, że stajenni brutalnie go potraktowali. Wydawało mi się, że to dlatego stał się nerwowy, niechętny do nauki i pełen lęków.
Znowu zmieniliśmy stajnie. Było lepiej. Duże pastwisko, fachowy i miły stajenny. Watażka stał się dużo łatwiejszy w obsłudze, ale na jazdach pozostał nerwowy, a na padoku był apatyczny. A przecież nie był taki w Gładyszowie, gdy go poznałam.
Znowu zmieniliśmy stajnię. W sumie warunki się nie zmieniły, poza tym, że nie ma już pastwiska, a tylko duży padok i... Nie zmieniłam nic w swoich metodach pracy, a nagle odzyskałam konia z przed pięciu lat. Watażka znowu jest wesoły i chętny do nauki. Robi błyskawiczne postępy, w rzeczach z którymi przedtem przez lata nie mógł sobie poradzić. Co się stało? Pierwszy raz, po rozstaniu z Mirtem mieszka wśród koni prymitywnych, a dokładniej, z innymi hucułami.
Przychodzi mi do głowy, że hucuły czują się nieszczęśliwe bez koni, z którymi dobrze się rozumieją.
Owszem, Watażce zdarzyło się kumplować z końmi gorącokrwistymi, czy z kucykami, ale widocznie czegoś mu w tych kontaktach brakowało. W sumie już dawno zauważyłam, że hucuły częściej się dotykają, niż inne konie. Ale jakoś wcześniej nie wpadłam na to, że to dla nich tak ważne.
Czy ktoś zaobserwował coś podobnego?
Ostatnio zmieniony przez kejti dnia Nie Sie 29, 2010 22:27, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Reklama
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 12:19 Temat postu: |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Rexiu
Dołączył: 05 Lis 2009 Posty: 286 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 22:02 Temat postu: |
|
|
kejti, myślę, że było tu dużo czynników. Jak sama pisałaś w poprzednich stajniach były sytuacje, przez które koń mógł czuć się źle. Ich wykluczenie z pewnością przyniosło pozytywny rezultat.
Lawenda stała na razie w dwóch stajniach - najpierw w Nielepicach, tam gdzie się urodziła i do 6 roku życia spędzała 24 godziny na pastwisku i z innymi hucułami, a teraz przeniosłyśmy się gdzie indziej. Najpierw stała ze stadem (koło 7 klaczy) dużych koni. W sumie, nie było źle, nie widziałam w jej zachowaniu żadnej zmiany. Ale wojowały bardzo. Ona w ciągu tygodnia ustawiła całe stado, wykopała nawet klacz alfa (która była nią od paru lat...) W sumie, to one były biedne, a nie Law. Ona dopadała do jedzenia pierwsza, i wganiała je w kąty, ale przy okazji robiły taką masakrę, że strach było tam wejść. No i jak czasem któraś jej oddała, to miałam konika w ranach, bez futra i w krwi. Na początku działo się to bardzo rzadko, ale potem skapły się chyba, że Law nie ma tyle siły, i zaczęły bardziej się nad nią znęcać. Nie wiem, jakby się to skończyło, bo wtedy akurat zwolnił nam się jeden wybieg, i zrobiliśmy "kucykowe stado" (czyt. Law i jej huculski kolega). Tu dogadują się rewelacyjnie. Od samego początku nie było problemu (wcześniej się znały, chodziły razem w tereny i czasem na trawę). Nie wiem, czy miała na to wpływ rasa, ale było między nimi ani jednej kłótni, razem jedzą, razem się bawią. Więc suma sumarum, z hucułem jej lepiej. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kejti

Dołączył: 22 Mar 2007 Posty: 2397 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 22:34 Temat postu: |
|
|
To jeszcze napiszę, że właśnie zaczęłam myśleć o wpływie rasy na kontakty między końmi, bo między obecną stajnią, a poprzednią jako człowiek nie widzę różnic.
Ale dawno temu mieliśmy ciekawą przygodę z klaczą arabską. W sumie to też mi kazało pomyśleć o tym, że konie różnych ras trochę inaczej się porozumiewają. Watażka nigdy nie starał się zdobyć dominacji nad żadnym stadem, choć atakowany nigdy się nie poddaje. Ale nie zaczyna. Dlatego zdecydowałam się kiedyś go wypuścić z bardzo zestresowaną klaczą arabską. Ona była prawdziwą arystokratką po przejściach, a on chciał się z nią zapoznać i ją powąchać. Klacz się odsunęła. On spróbował raz jeszcze. Ona odsunęła się szybciej. On już lekko się wkurzył. Podbiegł do niej kłusem. Ona odskoczyła. Wtedy się wkurzył jeszcze bardziej i jeden, jedyny raz w życiu rzucił się na innego konia z zębami. Wyglądało to na totalne nieporozumienie. On chciał ją poznać, ona chciała mieć spokój. Tym czasem, gdybym nie wkroczyła do akcji, polałaby się krew. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kayka
Dołączył: 26 Gru 2007 Posty: 57 Skąd: z Puław
|
Wysłany: Nie Wrz 12, 2010 17:48 Temat postu: |
|
|
Ja tak na szybko napiszę co do wypowiedzi Rexia.
Mój kn jest w naszej stajni od 4 lat i nadal musi wychodzić sam na wybieg, bo gania konie, gryzie, kopie. Wszyscy się z tego faktu oczywiście śmieją, ale nie raz rozmawialiśmy o tym dlaczego on jest taki "aspołeczny".
Stanęło na tym, że nasze stadko składa się z dwóch kasztanek (które trzymają sie razem), jednej skarogniadej, starszej kobyłki, a cała reszta, to duże, gniade lub ciemno kasztanowate wałachy.
Mój wałaszek jest jak wiadomo bułany, czyli zupełnie inny od wszystkich. Nie pasuje do stada, nie ma się z kim zakumplować. Jako że ma wyjątkowo dominujący i uparty charakter, to atakuje wszystkie konie, które do niego nie pasują  _________________ Kucyk polski i Ja. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
nerunia
Dołączył: 14 Paź 2007 Posty: 196 Skąd: Chełm
|
Wysłany: Nie Wrz 12, 2010 20:12 Temat postu: |
|
|
Powiem Wam, że spotkałam się z tym zjawiskiem opisanym przez Kejti. Nawet zastanawiam się czy nie wykorzystać tematu do pracy inżynierskiej..
Moja klacz pochodzi z hodowli bezstajennej. Urodziła się wśród hucułów i wśród nich dorastała. Kiedy miała półtora roku przeniosłam ją do innej stajni.
W nowej stajni, w której jesteśmy niecały rok ma koleżanki i kolegów różnych ras (zarówno kuce jak i małopolaki i sp). Często przychodziłam pod wybieg i w ukryciu obserwowałam konie. Zauważyłam, że moja hucułka nie czuje się dobrze w tym towarzystwie. Pozostałe konie stoją, śpią albo biegają bez sensu, Czakra w tym czasie z nudów potrafiła kopać nory w śniegu albo tunele przez cały wybieg.. nie powiem była pomysłowa. Gdy tylko widziała mnie od razu biegła do mnie galopem, bo wiedziała, że będziemy robić coś "ciekawego" (był to czas kiedy uczyłam ją różnych sztuczek). Wolała ( i do tej pory jej to zostało) towarzystwo człowieka niż innych koni.
W te wakacje udało mi się zabrać ją do znajomej, która hoduje hucuły w chowie bezstajennym. Ma też kilka małopolaków. Pierwszego dnia po przyjeździe zamknęłam moją klacz z małopolakami - tak żeby się przyzwyczaiła do nowego stada. Ona je zwyczajnie olała, nie wykazując żadnego zainteresowania. Myślałam, że po prostu jest lekko aspołeczna. Jakież było moje zdziwienie kiedy przy ogrodzeniu pojawiło się kilka hucułów. Mój koń kiedy je zobaczył prawie zwariował! Od razu otworzyłam bramkę. Muszę dodać, że mój koń w nowym miejscu pilnuje się mnie i łazi za mną jak cień. Musze dodawać jej odwagi. W tym momencie pognała za hucułami dzikim galopem nie oglądając się na mnie. Gdy te wskoczyły do stawu ( głęboki staw przez który konie muszą przepłynąć, żeby dostać się na kolejne pastwiska) Czakra wskoczyła za nimi, mimo, że nigdy w życiu takiej wody nie widziała. Wahała się może pół sekundy zanim oddała rozpaczliwy skok do wody. Szybko zaaklimatyzowała się w huculskim stadzie. Znam swojego konia i wiem, że była wtedy na prawdę szczęśliwa.
Niestety wakacje minęły i wróciłam z koniem do poprzedniej stajni. Śmieję się, że mój koń znowu wylądował na intelektualnej pustyni, bo co tu dużo ukrywać hucuł przy innych rasach jest Einsteinem..
Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że mój koń docenia moje towarzystwo. Wreszcie ma z kim "pogadać o ciekawych rzeczach" . Jednak wiem, że jak tylko stać mnie będzie na drugiego konia to kupię jej towarzysza, ale koniecznie huculskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michał:)
Dołączył: 17 Sie 2007 Posty: 145 Skąd: Stadnina Koni Huculskich Antoniów
|
Wysłany: Nie Wrz 12, 2010 21:54 Temat postu: |
|
|
co do tych wypowiedzi napiszę jedno, wszystkie te konie trafiaiały do nowych miejsc były stawiane w nowej sytuacji, same to tak jak dziecko po przeprowadzce, w starym miejscu zna i rozmawia z wiekszoscia osób, w nowym miejscu jeżeli z kims zacznie rozmawiać to najpierw z osobami podobnymi do siebie(poczynając od płci rasy koloru skóry wieku miejscu zamieszkania poprzez cechy charakteru kończąc na zainteresowaniach.
a koń gorszy w czym? nie mówi.
wszystkie z tych hc o których piszecie urodziły się w Stadzie koni swojej rasy, (a rasa to jednak określone cechy charakteru i budowy) a potem dostały nagle coś innego, poszukajcie może hucuła który od urodzenia stoi z dużymi końmi albo z małymi. jak taki koń czuje się z dużymi?
i jeszcze kwestia konie były same naprzeciw stado które pod rzadnym względem nie pasuje.
2 źrebaki po naszych klaczach(Czador, Czerkies) Wyjechały razem do naszego znajomego który trenował Kłusaki francuskie do wyścigów(5 klaczy) chłopaki w kilka dni ustawili wszystko, ale z dużymi końmi normalnie wspólistniały jako stado a one jako normalny dominujący, im było łatwiej utrzymać psychiczną równowagę(znały się wcześniej więc "nawet jakby nowe nie wypaliło to mamy siebie" a że były 2 to klacze też się nie rwały do otwartej wojny w związku z czym powstało najzwyklejsze w świecie stado 7 koni( w przeliczeniu na hucuły to 12;) )
Pozdrawiam
Michał _________________ Pozdrawiam
Michał
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.
— Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kejti

Dołączył: 22 Mar 2007 Posty: 2397 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Wrz 12, 2010 23:19 Temat postu: |
|
|
Michał:), masz dużo racji, ale...
Hucuł, który wychował się wśród niehucułów nie wie do końca, że jest hucułem. Tak jak kociak wychowany przez sukę, nie będzie nigdy do końca zachowywał się jak kot itd.
Opisane przez Ciebie klacze miały właśnie cały czas wsparcie swojej rasy.
Jeśli chodzi o mojego konia, to co opisałam było rozciągnięte na przestrzeni czasu. W jednej z opisanych stajni byliśmy 3 lata, w drugiej prawie 2. Sytuacja konia przestała więc być nowa, a jednak się w niej nie odnalazł.
A dzisiaj znowu usłyszałam: "jaki to grzeczny koń", gdy z naszej drugiej stajni wyjechał z opinią konia niebezpiecznego:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michał:)
Dołączył: 17 Sie 2007 Posty: 145 Skąd: Stadnina Koni Huculskich Antoniów
|
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 10:11 Temat postu: |
|
|
Uwaźam źe hucuł nawet wychowany z innymi końmi częściowo wie źe jest hucułem, jak to w ten sposób określać.
charakter posiada zarówno elementy których nikt nie moze zmieniac ale też takie które nabywa sie wraz z wychowaniem oraz upływem czasu, wychowując się wśród arabów częściowo będzie d nich podobny ale... wciąż będzie hucułem z krwi i kość choć nieco innym _________________ Pozdrawiam
Michał
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.
— Paulo Coelho
Ostatnio zmieniony przez Michał:) dnia Pon Wrz 13, 2010 15:41, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kejti

Dołączył: 22 Mar 2007 Posty: 2397 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 10:13 Temat postu: |
|
|
| Nerunia, co do twojego pomysłu na pracę inżynierską, to myślę, że to za trudny temat. Może na magisterską... Na pewno to ciekawe zagadnienie. Tylko, żeby badania miały sens musisz znaleźć przynajmniej 10 koni, które trafiły do niehuculskich stad. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
nerunia
Dołączył: 14 Paź 2007 Posty: 196 Skąd: Chełm
|
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 21:32 Temat postu: |
|
|
Kejti jeśli chodzi o tą pracę to chciałam wziąć pod uwagę konie innych ras, nie tylko hucuły.
Spotkałam się z podobną sytuacją u koników polskich. Kilka ładnych lat mieszkały w tej samej stadninie(hodowano w niej hucuły). Chodziły na inne wybiegi, ze względu na podział płci(klacz i wałach), przez co się nie widziały. Kiedyś jakimś trafem wałąchy chodziły "przez płot" z klaczami. Kiedy te dwa osobniki się zobaczyły nie chciały od siebie odejść. Stały jak dwa zakochane posągi patrząc się na siebie i nie odstępując na krok. Trwało to cały dzień dopóki nie zostały zagonione do stajni. W kolejnych dniach się to powtarzało.
Myślę, że konie instynktownie lgną do siebie zgodnie z pochodzeniem rasowym. Natura wie co robi... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kejti

Dołączył: 22 Mar 2007 Posty: 2397 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 21:44 Temat postu: |
|
|
| U koników polskich jeszcze w grę może wchodzić maść. Kiedyś czytałam, że konie zawsze (jeśli mają szansę) szukają sobie przyjaciela swojej maści. Ciekawa sprawa, zwłaszcza, że podobno koń nie ma świadomości swojego wyglądu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Martyś

Dołączył: 05 Kwi 2010 Posty: 120 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 00:03 Temat postu: |
|
|
Jak wiadomo, rasę określa wygląd i charakter. Moje klacze cały czas chowają się w huculskim gronie, więc nie mogę za bardzo wypowiedzieć się w tym temacie.
Na przykładzie kota i psa ciężko to wytłumaczyć bo to dwa odrębne gatunki. To tak jakby... uparty i będący "małym terrorystą" terier wychowywał się z debilowatym (wybaczcie mi, ale często tak jest) goldenem. Golden może trochę nabrać animuszu, a terrier nie być tak nachalny i nieustępliwy, ale zawsze silniejsze będą wzorce zachować obejmujące daną rasę.
W przypadku koni trzeba wiedzieć jak silne są wrodzone cechy charakteru, a jak silne oddziaływanie jest innych koni. Wiadomo, że koń jako zwierzę stadne opiera swoje zachowanie na relacjach z innymi końmi a więc także na podpatrywaniu charakterów. _________________ I'm a little bit weird, and you know that...
Arcywiedźma.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
AleksandraAlicja
Dołączył: 24 Cze 2008 Posty: 49 Skąd: Jastrzębie Zdrój
|
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 16:11 Temat postu: |
|
|
Podobnie sprawa ma się z psami. Nie od dziś wiadomo, że psy lubią grupowac się ze względu na rasę- w stadach kilkudziesięciu psów (jak np. u Cesara Milana) rottweilery trzymają się z rottweilerami, owczarki niemieckie- z owczarkami, a goldeny- z goldenami. Podobnie jest na spacerach rasowych- wtedy psy tej samej rasy trzymają się razem i niechętnie wpuszczają do swojego stada psy innych ras. Z czym to jest związane- ciężko wyczuc. Na pewno ma to związek z charakterem i typem zabawy. Np. charty lubią się bawic w ganianie, a takie rottki- w "mordowanie". Pewnie podobnie jest z końmi  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Reklama
|
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 16:11 Temat postu: |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|